Jak na razie nie jest lepiej, raczej gorzej Mam nadzieję, że się nie cofam, a jestem tylko w innym punkcie na spirali - niby nisko, ale z szerszą perspektywą;) i jak pójdę w górę, to wyżej niż byłam. Oby.
Odkąd zaczęłam grzebać w ranie matczynej mam zjazd. Postanowiłam sobie zrobić listę skarg i zażaleń (wiadomo, że matka daje tyle, ile ma, ale nie zmienia to faktu, że dziecko odczuwa brak, nie chodzi o wszczęcie wojny, ale o uczciwe pochylenie się nad sobą i uszanowanie swoich dziecięcych potrzeb. A po ich uszanowaniu nie będę chodzić za matką i dopraszać się uczuć, ale spróbuję to sama sobie dać).
Zaczynam...
- nie dałaś mi spokojnego czasu ze mną sam na sam
- nie przytulałaś, nie całowałaś
- nie patrzyłaś na mnie z uśmiechem
- nie dałaś mi odczuć, że jestem fajna
- nie pytałaś co myślę, co czuję
- nie interesował cię mój smutek, problemy
- nie nauczyłaś, jak poruszać się w świecie
- nie pokazałaś, jak wygląda szczęśliwa kobieta
- nie pokazałaś, że trzeba o siebie dbać, o jedzenie, ciało, samopoczucie
- nie cieszyłaś się na mój widok
- nie chwaliłaś mnie
- nauczyłaś mnie ukrywać swoją naturę, wstydzić się siebie, żyć pod maską
- nie lubiłam siebie, bo nie czułam się lubiana w domu
- nie czułam się ważna, bo nie byłam ważna w domu
- czułam się nudna, bo w domu nie interesowało was, jaka jestem, nauczyłam się, że na pewno jestem jakaś "nie taka", i to co czuję, najlepiej ukryć
- nie dostałam poczucia własnej wartości
- mój głos jest stłumiony, moja siła - ? - nie wiem gdzie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz